Szykując ten wpis, wiedzieliśmy już będąc w Kawkowie, że zdjęć będzie za dużo. Mieliśmy przed obiektywami, piękną parę w miejscu które samym klimatem i towarzystwem gospodarza Staszka zachwyca. Do tego pierwsze oznaki jesieni i Warmińska sielanka. Z Adrianem stwierdziliśmy zgodnie, że wrześniowe śluby na Mazurach powinny być naszą tradycją. Bo właśnie dzięki Mazurom rok wcześniej, udało nam się fotografować tam i tego września. Olę i Marcina poznaliśmy, przez Kasię której wdzięczni jesteśmy bardzo, że wtedy opublikowała swoje zdjęcia z Glendorii (tuż obok Kawkowa)! Spotkaliśmy się z nimi, na początku tak zwanego “sezonu ślubnego”, robiąc przy okazji zdjęcia ich wesołej rodzinki. Wtedy nakreślili nam wizję Kawkowa, a my już wiedzieliśmy, że to będzie najbardziej wyczekiwany ślub w tym roku.

Samo Kawkowo to 150 letni dom wśród jezior i łąk. Jest w zasadzie wszystko czego potrzeba, by mieć niezapomniany wypoczynek. Piękne tereny, gdzie czuć wciąż dziewiczość, hamaki na dwustoletnich bukach, jabłonie, kominek, kącik ze stertą książek oraz miejsce do wieczornych ognisk. Więc między ślubem, a ślubem, trafiliśmy na parę dni właśnie tam. Pierwszego dnia fotografując ceremonię, która odbyła się pod jabłonią oraz wesele w stodole, gdzie czekało przepyszne jedzenie przygotowane przez dobre dusze z Kawkowa i jeden z najsmaczniejszych tortów jakie jedliśmy zrobionego przez Sweet Grass! Drugiego dnia zrobiliśmy trochę zdjęć samej Oli i Marcinowi nad pomostem, a Staszek zabrał nas na odlot żurawi. Trzeciego dnia podczas powrotu, odwiedziliśmy zeszłoroczne wspaniałe miejsce ślubu Kasi i Maćka Glendorię i Camp Spa. Chcemy uniknąć tego by opis nie był zbyt przesłodzony, choć pewnie to już nastąpiło, więc po prostu niezgrabnie zakończę tutaj. Zapraszam poniżej
 do obejrzenia zdjęć i gifów (na których możenie zobaczyć nawet nas!), które po wielu próbach wybraliśmy i ułożyliśmy dla Was w tym wpisie. Pozdrawiamy, Marta i Adrian.

 

– Dzień II –