Jestem poruszona kiedy mogę poznać osobę w sumie na nowo, z innej strony. Tak było z Michałem, z którym spotkałam się jadąc na jeden z ulubionych ślubów w Glendorii, gdzie był odpowiedzialny za muzykę, bo to bardzo zdolny DJ i życzę sobie żeby na każdym ślubie był taki Michał. Natomiast Olę pierwszy raz spotkałam na małym koncercie Islandzkiego muzyka w pewnym Cieszyńskim mieszkaniu (o Islandii potem będzie jeszcze trochę, no wiecie jak to u nas jest). Zdolni ludzie chyba się przyciągają, cała papeteria i dodatki były stworzone właśnie przez Nią. Przerażają nas trochę zapytania o terminy na 2021, to brzmi tak odlegle jakby świat miał już wtedy nie istnieć, a piszę o tym dlatego, że ślub który prezentujemy był zorganizowany spontanicznie w 4 tygodnie i zarazem dokładnie po 7 latach ich wspólnego życia. Cieszę się ogromnie, za możliwość bycia tam, mnóstwa dobrych emocji śmiechu i wzruszeń. Jak już wspomniałam o Islandii, tym że Michał zajmuje się muzyką, trochę świat obrócił i zrobił Oli najlepszy prezent jaki chyba mógłby. Także tę Islandię zaprosił na ślub i nagle otworzyły się drzwi, a w nich Högni Egilsson jeden z głosów legendarnej islandzkiej grupy GusGus, mnie opadła szczęka i nie wiedziałam na co patrzyć, czy na łzy szczęścia Oli, czy wyraz twarzy Michała czy (i teraz wyobraźcie sobie najbardziej Islandzkiego Islandczyka mierzącego 2 metry wzrostu) na Högniego, który wyglądał jakby minutę temu sztormy porwały mu włosy. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem jak Michał ogarnął w te kilkanaście dni, ale jak widać da się. I właśnie tak, Ola z Michałem swój pierwszy taniec, zatańczyli do akompaniamentu swojego ulubionego muzyka. Chyba już i tak jest tu za dużo słów, więc napiszę tylko, dziękuję, szczególnie za moment kiedy widziałam Waszą pierwszą reakcje na zdjęcia.

Zapraszamy do obejrzenia paru zdjęć!