-HALO ADRIAN
-Marta nie teraz, jem kolacje.
-Ale…
-HALO ADRIAN !!!
-Oddzwonię jak skończę.
-HALO SĄ BILETY NA ISLANDIĘ ZA 89 zł LECIMY? NIE MAMY WTEDY ŻADNYCH ŚLUBÓW!
-To lecimy?
-Nooo?
-To bookuj!
-Ale tak naprawdę?
-No!
-No ok!!!

Po spakowaniu wszystkich nieprzemakalnych ubrań i dwudziestoletnich swetrów naszych rodziców, po paru latach marzeń, polecieliśmy, a z nami Karol, z którym rozmowa wyglądała podobnie.

Po kilku miesiącach już od naszej wizyty na Islandii, wciąż śni nam się po nocach, a kiedy przychodzi o niej mówić padają słowa „nie ma takich żeby ją opisać”. Przeglądając niezliczone ilości zdjęć i filmów z IS, myśleliśmy że jesteśmy wystarczająco przygotowani na jej ogrom, ale to co zobaczyliśmy (a raczej poczuliśmy) miało się nijak, do tych nawet najśmielszych wyobrażeń. Zgodnie stwierdzamy, że nic, najlepsze filmy, najlepsze zdjęcia, nie są w stanie oddać klimatu jaki daje nam Islandia, to wszystko blednie przy autentycznym widoku, trzeba tam być. Tylko najpierw przygotujcie się na co 5 minutowe zmiany pogodowe, co 10 kilometrowe całkowicie inne otoczenia, plus, czego nie byliśmy do końca świadomi, przygotujcie się, że nie obejdzie się bez zatrzymywania między punktem A, a punktem B przy Islandzkich koniach, owcach i kolejnych wodospadach, górach, jaskiniach, opuszczonych basenach, ciepłych źródłach, czarnych plażach których surrealistyczny widok zapiera dech w piersiach.

Razem z naszą Dacią Duster i muzyką Kaleo (tam na dole możecie sobie kliknąć play) ruszyliśmy w drogę krajową jedynką. Mając niecały tydzień, staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej. Poczuliśmy potęgę natury, pierwszy raz mieliśmy wrażenie że jesteśmy intruzami, na nieodkrytej, nie zniszczonej jeszcze ziemi, a zarazem jak w domu. Doświadczyliśmy również gościnności i otwartości Islandczyków. Mamy nadzieję, że wrażenie nieodkrytego lądu-Islandii pozostanie niezależnie od coraz większej ilości turystów. My wrócimy, na pewno. Na dłużej.

 


Dyrhólaey zwana inaczej Wyspą Dziurki w Drzwiach.

Skógafoss
No tak, takich samochodów jak na Islandii, nie zobaczymy chyba już nigdzie!

Kiedy wybuchnął wulkan Eyjafjallajökull uległ zniszczeniu basen Seljavallalaug, z naturalnie ciepłą wodą, który po prostu został zasypany przez popiół wulkaniczny podczas erupcji. Teraz już oczyszczony, stanowi atrakcję.

Wrak samolotu. Dakota DC-3 pozycja wraku: 63°27’32.0″N 19°21’52.6″W
Dopadł nas grad, ale dzięki temu, odgonił resztę turystów i zostaliśmy sami, a o to dość trudno w tym miejscu.

Seljalandsfoss chyba zrobił na nas największe wrażenie, przede wszystkim dlatego, że można obejść go dookoła, co prawda, przemoczony do suchej nitki, ale naprawdę warto.


Gljúfrafoss dosłownie kawałek dalej, mieszczący się między skałami, trzeba przejść po skałach, tutaj nie obejdzie się bez dobrych nieprzemakalnych butów oraz czegoś co zabezpieczy aparat.

W drodze na półwysep Snaefellsness, gdzie minęliśmy może w sumie 5 samochodów przez 3 godziny drogi, zwany także “Islandią w miniaturze” zatrzymaliśmy się przy Hvalfjarðarlaug czyli jednym z „hot tub” na Islandii, mimo temperatury na zewnątrz, wodą miała około 40 stopni, widoki nieziemskie, brak nam słów.


Robiąc tysiące zdjęć na wyspie cały czas mieliśmy z tyłu głowy, że czegoś nam brakuje. Szybko zrozumieliśmy, że brakuje nam ludzi których możemy fotografować. Nie żałujemy, że ostatecznie nie mogła z nami pojechać żadna para lecz następnym razem liczymy, że będziemy mogli zrealizować tam sesję.